Szepnąłem jej do oczu,
nim zdążyła zmrużyć powieki.
Spojrzałem w zaciśnięte usta
i dostrzegłem źrenice zdarzeń.
Na języku jawił się obraz słów,
jeszcze nieposkładanych w zdanie.
Zerknąłem niechybnie, niby ukradkiem,
na szyję, chcąc pieszczotliwie zmuchnąć z niej słowo „nie”.
To słowo nad wyraz jest wyeksponowane.
Wsłuchałem się więc ciszej w otchłań
małżowiny usznej, ale tam posmakowałem jedynie bojaźliwego odrzucenia.
Nie każdemu dane jest przeżyć…
(publikujemy za oryginałem dostępnym w Grupie CafePoetica)