Utopieni w szkole... / Paweł Lęcki

Utopieni w szkole... / Paweł Lęcki

Sprawdziłem, co robi najnowszy Nauczyciel Roku. Okazało się, że bardzo dużo, ale jest dość mało widoczny w tak zwanej przestrzeni szeroko publicznej. To żaden zarzut, po prostu taką drogę obrał. Podobnie jak wcześniejsza Nauczycielka Roku. W zasadzie publicznie rozpoznawalnych jest dwóch Nauczycieli Roku, może troje. To znowu żaden zarzut, tylko pewnego rodzaju konstatacja. Tak po prostu wyszło, każdy buduje sobie swoją własną strategię istnienia w przestrzeni medialnej.

Generalnie ostatnio można odnieść wrażenie, że w Polsce istnieje wąska grupa niewątpliwie wspaniałych i rozpoznawalnych nauczycieli (cokolwiek to zresztą znaczy) oraz przemocowa szara reszta. Oczywiście, jest to okropna generalizacja, bo istnieje ogromny zbiór nauczycieli środka, podobnie jak istnieje największy zbiór uczniów środka. W zasadzie niewiele się o nas (bo siebie do tego środka zaliczam) mówi, gdyż to jest trochę nudne, mało spektakularne, niewidoczne.

Dlaczego zaliczam siebie do nauczycieli środka? Bo jestem bardzo zwyczajnym członkiem ciała pedagogicznego. Nie stosuję jakichś szczególnie wyrafinowanych metod nauczania, czasami coś wymyślę, ale głównie przygotowuję moich uczniów do matury, gdyż z tego przede wszystkim jestem rozliczany, o czym większość ludzi nie zdaje sobie sprawy. Gdy w lipcu przychodzą wyniki egzaminacyjne, to najzwyczajniej w świecie od dwudziestu lat rzygam co roku ze stresu, bo nie wiem, jak napiszą moi uczniowie, ponieważ to nie ja za nich piszę, jak zostaną ocenione ich prace w ramach złego systemu sprawdzania. Jestem polonistą, więc egzamin muszą zdać wszyscy, a że pracuję w wysokorankingowym liceum, to muszą też zdać bardzo dobrze, najlepiej wysoko powyżej średniej.

To nie o to chodzi, że mam złego dyrektora, bo mam naprawdę wystarczająco dobrego, ale wszyscy jesteśmy uwikłani w presję wyników. Dyrektora ocenia organ prowadzący, szkołę rankingi i rodzice, a również uczniowie. Wszyscy jesteśmy nieustannie oceniani. Kultura zapierdolu nie bierze się z fascynacji pracami domowymi - prace domowe są jej objawem, choć ja w zasadzie nigdy nie zadawałem, poza jakimiś prostymi projektami. Jednocześnie już zapierdol matur próbnych, zapierdol dwóch obiegów polskiej edukacji, żeby dorobić, zapierdol źle pomyślanej rekrutacji do szkół średnich, zapierdol wyników, rankingów, tabelek, wykresów - to wszystko jest moim udziałem.

Nie, nie jestem przeciwnikiem egzaminów zewnętrznych. Uważam, że mądrze skonstruowane, jako coś w rodzaju bilansu edukacyjnego młodego człowieka, byłyby dobrym rozwiązaniem. Ostatnio Pan Belfer - nauczyciel z Internetów, jeden z bardziej rozpoznawalnych nauczycieli w Polsce, napisał wyjątkowo ważny tekst na temat tego, że już nie ma pomysłu, jak zainteresować młodych ludzi i odczuwa głęboką frustrację. A przecież należy do nauczycieli spektakularnych - aktywizujących, nowoczesnych. To co mają powiedzieć ci mniej efektowni?

Mam różnych uczniów - staram się nimi rozmawiać, z częścią często, a do niektórych nie jestem w stanie w ogóle dotrzeć. Część pracuje, jest zainteresowana tym, co robimy, angażują się, dyskutują, część ma poważne problemy, niekiedy ogromne, wręcz przytłaczające, część ma problemy zwyczajne, charakterystyczne dla okresu dojrzewania (wiem, ostatnio to nie jest modne określenie), część nie ma problemów lub o nich nie wiem, a część ma wszystko w dupie i cokolwiek bym zrobił lub czego nie zrobił - nie nauczą się, bo uważają, że nie muszą nic robić. To nie jest żaden zarzut, to nie jest oskarżenie. Znowu - to proste stwierdzenie faktu. Po prostu część młodych ludzi nie ma jakichś szczególnych pasji, wbrew pozorom niewiele robi po szkole, nie można twierdzić, że wszyscy młodzi ludzie, gdyby nie szkoła, to zostaliby Mozartami, Einsteinami, wybitnymi sportowcami.

A propos sportowców: mam również takich uczniów - jakoś tak wyszło, że radzą sobie mimo potężnych obowiązków pozaszkolnych. Czy to jest jakiś ostateczny argument? Nie, po prostu rzeczywistość jest bardzo złożona.


Ostatnio dowiadujemy się, że problemy młodych ludzi biorą się przede wszystkim z prac domowych, z przeciążania szkolnego. Znika wszystko inne: sytuacja rodzinna, rówieśnicza, społeczna, polityczna, ekonomiczna, światowa. Problemy młodych ludzi mają różne źródła, choć oczywiście szkoła potrafi dołożyć uczniom sporo kłopotów, stworzyć problemy, które później sama próbuje rozwiązać. Jest w szkołach wiele zła, złych zapisów statutowych, ale jest też wiele dobra, o którym ostatnio coraz rzadziej się mówi.

Ja popełniam błędy, całe mnóstwo błędów, nie jestem w stanie wszystkiego wyłapać, nie jestem geniuszem empatii, a nawet jeśli mam narzędzia psychologiczne, to niekoniecznie muszę zdążyć je zastosować. Ostatnio najbardziej widoczni są nauczyciele wielobarwni, co znowu nie jest zarzutem. Po prostu znikają szarzy, skromniejsi, z całym bagażem swoich przyziemnych problemów, często również posiadający ciekawe pomysły na ich rozwiązanie. Jakiś czas stworzyłem coś w rodzaju litanii edukacyjnej. Zawarłem w niej być może około 10 procent problemów polskiej edukacji. To litania zwykłego nauczyciela, zwykłego obywatela. Może komuś się przyda, może coś do niej doda. Może po prostu słuchając kolorów, warto równocześnie posłuchać szarości. To wszystko.

Wieczny Marcin Smolik, którego z niejasnych powodów nie można odwołać ze stanowiska dyrektora CKE, a który od 2014 roku buduje fundamenty zła polskiej edukacji, źle skonstruowane egzaminy, zły system sprawdzania, nieuczciwe kryteria oceniania, niekompetencja CKE, która prowadzi do wyjątkowo poważnych błędów, które mają bezpośredni wpływ na życie młodych ludzi oraz ciała pedagogicznego, fałszywe wyniki, z których jesteśmy jako nauczyciele rozliczani, najbardziej absurdalny, losowy i nieuczciwy egzamin z języka polskiego na poziomie rozszerzonym, wypalenie zawodowe części ciała pedagogicznego, lęk przed pracą, brak dyskusji na temat naczyń połączonych podstaw programowych i systemów: egzaminacyjnego oraz rekrutacyjnego, tak zwani eksperci CKE, którzy zajmują się odchudzaniem podstaw programowych, a wcześniej źle odchudzili wymagania egzaminacyjne, brak realnej dyskusji o mobbingu w szkołach, tak częsty konflikt na linii nauczyciele-rodzice, brak rzetelnej dyskusji na temat stworzenia mądrego bilansu edukacyjnego młodego człowieka, znikające informacje na temat jednolitego systemu elektronicznej informacji odnośnie ucznia, który wyeliminowałby idiotyczny obieg papierowej dokumentacji na przykład w trakcie złej rekrutacji do szkół średnich, zły system awansu zawodowego nauczycieli, pielgrzymki ciała pedagogicznego między szkołami, tak częsty brak zrozumienia, że dobrostan nauczycieli przekłada się bezpośrednio na dobrostan uczniów, dywagacje o mitach na temat armii psychologów przy jednoczesnym braku dyskusji na temat systemowego tutoringu i systemowych mediacji rówieśniczych, brak realnego docenienia i zrozumienia roli nauczycieli przedszkoli, przemoc rówieśnicza, uporczywe wałkowanie historii literatury na lekcjach języka polskiego, rosnąca liczba uczniów bez elementarnych umiejętności z zakresu czytania ze zrozumieniem i w zakresie podstawowych działań matematycznych, klęska edukacji w zakresie kształtowania kompetencji związanych z posługiwaniem się poprawnym językiem polskim, dwa obiegi polskiej edukacji, rosnące rozwarstwienie edukacyjne, brak dyskusji na temat poważnych problemów egzaminów zawodowych i generalnie wagi kształcenia technicznego, brak systemowej współpracy między poszczególnymi etapami edukacji, brak prawnego wsparcia dla szkół w tworzeniu różnych dokumentów, gdyż, jak słusznie zauważył dyrektor Jarosław Pytlak, nauczyciele nie są prawnikami, niejasne prawo oświatowe, które powoduje, że nawet nie wiadomo, czy można wypuszczać ucznia do toalety, czy nie i kto za niego odpowiada, gdy sika w czasie lekcji, problematyka wycieczek szkolnych, brak dyskusji na temat zmniejszenia liczby uczniów w klasach bez pozornego oszczędzania na edukacji, brak poważnej dyskusji na temat nowego sposobu kształcenia nauczycieli, pytania, na ile realnie będzie trudniejsza matura za rok, bo na przykład z języka polskiego nowe informatory CKE utknęły w czymś w rodzaju rozkroku - trochę wzięły ze starej, pierwotnej wersji - tej dla studentów trzeciego lub czwartego roku filologii polskiej - a trochę zaczerpnęły z licznych aneksów, które rok temu CKE produkowała aż do marca, zastępcze dyskusje na temat wyliczania średniej do świadectwa z wyróżnieniem zamiast odejścia od drukowania świadectw, brak zrozumienia ważności przedmiotów takich takich jak muzyka, plastyka, technika, brak realnej dyskusji na temat wynagradzania dyrektorów oraz zakresu ich odpowiedzialności, niejasny status nauczycieli bibliotekarzy, sprzeczne oczekiwania wobec kuratoriów oświaty, nieumiejętność zdefiniowania proporcji między szkolnymi wymaganiami a zupełną wolnością, przepychanki wokół oceny z zachowania oraz generalnie ocen, bez uwzględnienia przyzwyczajeń społecznych, bez umiejętnego tłumaczenia, czym są tak naprawdę oceny i czy rzeczywiście w ogóle nie powinno ich być, niefrasobliwe mówienie o ocenach opisowych bez uwzględnienia aktualnej liczby uczniów w klasie i liczby zespołów, które nauczają nauczyciele poza systemem 1-3, beztroskie dywagacje na temat likwidacji egzaminu ośmioklasisty bez jakichkolwiek rzetelnych pomysłów na temat rekrutacji - powrót do egzaminów wewnętrznych lub rozmowy kwalifikacyjne to nie są rzetelne pomysły, a oceny w każdej szkole wystawia się trochę inaczej, nierzetelna społeczna dyskusja na temat prac domowych, nieustannie pomijanie problemu kryzysu leniwości młodych ludzi i tłumaczenie ich niechęci do pracy tylko i wyłącznie błędami nauczycieli i szkoły jako takiej, rosnącą liczba uczniów z opiniami i orzeczeniami poradni psychologiczno-pedagogicznych bez większego namysłu systemowego, w jaki sposób szkoła ma tak naprawdę udźwignąć ważne, a często sprzeczne na przykład z egzaminami zalecenia, nieumiejętność diagnozowania mniej znanych, a poważnie utrudniających proces edukacji problemów jak na przykład mutyzm wybiórczy, urojone koncepcje, że współcześni młodzi ludzie nauczą się wszystkiego sami, problem budowania utopijnej przestrzeni bez uwzględnienia twardej nawierzchni rzeczywistości, kakofonia sprzeczności oczekiwań i potrzeb, w której znikają kompetencje, rzeczowe analizy, strategia konkretnych danych.


(tytuł felietonu od redakcji)

za: https://www.facebook.com/pawel.lecki79/posts/pfbid02cDRPmZs38npbK9HTneXKsaJk9yNNW7bNt4wpCrhp2XHr9qedu6a9JoBrMRNcfZUgl