Od redakcji:
Wioletta jest osobą kochającą Tatry ponad wszystko. Bywa praktycznie w nich w każdy weekend. Publikuje swoje znakomite posty na grupach tematycznych Tatromaniacy oraz Tatry Moja Miłość.
W naszym miesięczniku publikujmy jej teksty za jej zgodą.
Nie jestem typem przemądrzałego kaznodziei,
proszę więc tak nie odebrać tej wypowiedzi
Wszyscy chcemy cieszyć się Tatrami, ale też wracać z nich cali i zdrowi. Zadbajmy więc o to sami.
Schodząc w sobotę z Koziego Wierchu byłam świadkiem dwóch poważnie wyglądających upadków. Nikomu na szczęście nic poważnego się nie stało, skończyło się na otarciach, skaleczonym kolanie i rozbitym nosie.
Pierwszy przypadek miał miejsce na stoku Koziego Wierchu, śnieg był fatalny, tzn wyjeżdżający, w takich warunkach trzeba rzeczywiście posiadać umiejętności poruszania się w stromym terenie, a nawet one nie dają gwarancji, że się nie poślizgniemy i nie zaczniemy zjeżdżać w dół stoku. Pan którego to spotkało wyhamował dopiero na kosówkach, nie miał czekana, co niestety uważam za skrajnie nieodpowiedzialne- to nie jest hejt, proszę mnie nie odbierać w ten sposób. Szczęśliwie nic się nie stało.
Drugi przypadek miał miejsce na zejściu z D5SP zimowym obejściem pod Kopą. Jest to odcinek naprawdę bardzo stromy, z czego osoby idące tam pierwszy raz nie zdają sobie sprawy. Schodząc w rakach i z czekanem usłyszałam w pewnym momencie za swoimi plecami szszszszszszssssz, obejrzałam się
i odskoczyłam natychmiast w zaspę obok, wpadając po kolana w śnieg. Był to odgłos zjeżdżających w niekontrolowany sposób wprost na mnie dwóch osób. Wszystko działo się szybko, w ciszy, jedynie ten dźwięk sunących po śniegu ciał spowodował, że odwróciłam głowę. Osoby zjechały jeszcze kilkadziesiąt metrów niżej. Wylądowały w krzakach kosodrzewiny. Podbiegłam szybko do nich. Jedna z rozbitym nosem, druga z przeciętym kolanem. Niestety żadna z tych osób nie miała ze sobą nawet zwykłej gazy czy plastra! Wyjęłam więc swoje rzeczy i ich oparzyłam. Okazało się, że jedna osoba upadła i podcięła drugą. Nie szli razem.
Kochani!
Dla mnie to jest niezwykłe, że wychodzimy w góry nieprzygotowani na pewne okoliczności. Tym bardziej zimą! Proszę Was, zabierajcie ze sobą podstawowe rzeczy takie jak lepce, bandaż, gaza. To nic nie waży i zawsze się gdzieś zmieści w bocznej kieszonce. Noszę to od lat, mimo że mi osobiście nigdy się nie przydało, ale może kiedyś się przyda, a dwukrotnie już komuś byłam w stanie pomóc.
I bardzo ważna uwaga.
Osoby były w raczkach! Działo się to na stoku ze zdjęcia (poniżej). I sluchajcie- dla mnie to stok pod raki w takich warunkach, jak w sobotę! Co innego wejść- jakoś pewnie w raczkach da się to wymęczyć, ale zejście to już gorsza sprawa. Osoby te nie miały też czekanów czy kijków, co przy zejściu w tym miejscu strasznie utrudnia sprawę. W Tatrach okres przejściowy jest zawsze najtrudniejszy!

To, że mamy na karku maj w tym momencie niczego nie zmienia! Warunki są naprawdę trudne! I jeszcze raz moja rymowanka, którą publikowałam na poczatku sezonu. Weźcie sobie do serca i uważajcie na siebie
NA PROSTE SZLACZKI WYSTARCZĄ RACZKI, NA STROME SZLAKI ZAKŁADAMY RAKI!
Bawcie się Tatrami bezpiecznie
i odpowiedzialnie, uważajcie na siebie i innych! Cześć Do zobaczenia na szlaku!