Marta była youtuberką, której kanał cieszył się wielką popularnością, choć bardziej z powodu jej nieporadności niż rzeczywistych umiejętności. Zawsze miała w sobie mnóstwo zaraźliwego entuzjazmu, ale często brakowało jej… no cóż, jakiejkolwiek logiki. Na poniedziałek zaplanowała kolejne nagranie, które miało podbić jej oglądalność, a tym samym pomnożyć łatwo osiągalne zyski. Bo trzeba wspomnieć, że pasja pasją, ale takie gwiazdorzenie w Internecie to obecnie prawdziwa żyła złota. Marta doskonale zdawała sobie z tego sprawę, a że nauka nie była jej najmocniejszą stroną, solidne wykształcenie już dawno wyeliminowała ze swojego planu działania. Internet uczyniła sposobem na życie, tak właśnie zdobywała środki na zaspokojenie swoich niemałych potrzeb… Ostatecznie markowe beauty zabawki: tusze, bazy, odżywki, podkłady, korektory, szminki nie są najtańsze, nie mówiąc już o najmodniejszych, zagranicznych ubrankach, bez których nie potrafiłaby się zaprezentować. Właśnie te bibeloty dodawały Marcie pewności siebie i utwierdzały ją w przekonaniu, że jest najlepsza. Dużo, dużo lepsza i sprytniejsza niż jej koleżanki ze szkoły, które przecież nadaremnie poświęciły się dalszej, żmudnej i mało opłacalnej edukacji na uniwersytetach.
Marta, chodząc po pokoju, powtarzała słowa powitania: „Witajcie, gwiazdeczki. Nie było mnie tu przez chwilkę. Z messków, które dostawałam w ciągu ostatnich trzech dni, wiem, że bardzo tęskniłyście…”
- Hau, hau- szczekanie Sisi przerwało monolog dziewczyny.
- Moja słodziutka, co ja bym bez ciebie zrobiła...- Marta zwróciła się do psiaka. – Masz rację, pora zaczynać. Przecież doskonale sobie poradzę, jak zawsze. Próby to rzeczywiście strata czasu. Nasza big international family na pewno niecierpliwie wyczekuje kolejnego live’a. Dzisiejszy filmik zatytułowany „Niezbędnik profesjonalnej makijażystki” miał być prawdziwym hitem. Jednak zanim dziewczyna usiadła przed kamerką, przygotowała skrupulatnie bogatą scenografię. Różowe, pluszowe poduszki w tle, ledowe napisy i tona kosmetyków na toaletce to nieodłączne elementy nagrań. Do tego kilka rozrzuconych ubrań na sofie, szpilki przy pufie i filiżanka po małej czarnej. Trochę chaotycznie, ale kto by się przejmował takimi detalami, prawda? Marta była już prawie gotowa, ale przypomniała sobie jeszcze o nowym utrwalaczu makijażu, który zostawiła w łazience. Wybiegła z pokoju, by go przynieść. Tymczasem mała Sisi spostrzegła różowy grzebyk na klawiaturze komputera i podeszła, aby go strącić na podłogę. Wyglądał bardzo atrakcyjnie i świetnie nadawał się jako gryzak, czemu więc nie skorzystać z okazji i nie wzbogacić swojego legowiska o kolejny cukierkowy drobiazg…
Tymczasem youtuberka, wracając do salonu, zerknęła na swoje odbicie w lustrze.
- Coś tu nie gra...- pomyślała.- Muszę się jeszcze trochę wytapetować. Nie wyglądam najlepiej. To przez wczorajsze party, które nieco się przedłużyło. I ta fryzura..., jakaś nijaka… No cóż, widzowie jeszcze chwilkę zaczekają, a ja poprawię to i owo.
Dziewczyna podeszła do szafy i zaczęła szperać w pudełku z gadżetami do włosów. Miała zrobić szybko loki, ale uznała, że to zbyt czasochłonne zajęcie. Szybciej będzie przywdziać jakąś perukę. Marta miała ich trzy, wszystkie podobnej długości i w zbliżonych odcieniach. Różniły się rodzajem uczesania, a każda miała swoją nazwę. Ta z błyszczącymi, nieco ulizanymi włosami to „Sleek hair”, a ta ze starannie wygładzonymi lokami- „Hollywood waves”. Była jeszcze jedna, z wyraźnymi, różowymi pasemkami, ale po tym jak zmieniły się trendy w modzie, Marta raczej jej unikała. Czas gonił, więc zamiast mozolnie układać niesforne włosy, dziewczyna postanowiła skorzystać z peruki. Rozmiar, niestety, nie był odpowiednio dobrany, więc zabieg „założenia” nowej fryzury zwykle okraszony był całą serią niezbyt kulturalnych słów. Sama czynność wkładania peruki natomiast zawsze bardzo ciekawiła wiernego psiaka, który z zaskoczeniem obserwował niezdarne i niemal cyrkowe ruchy swojej pani, próbującej wcisnąć hollywoodzkie fale na zbyt dużą głowę.
Marta postanowiła również zmienić ubranko, wybór padł na jej ulubioną sukienkę w kwiatki. - O rety! Jaka ona ciasna! Chyba mi się przytyło...- cedziła niezbyt zadowolonym głosem, zapinając zamek na plecach.
- Sisi, kochanie, będziemy musiały wrócić do codziennych ćwiczeń: dziś wieczorem startujemy na nowo. Pamiętasz, jak to było? – zwróciła się do pieska.- Czterdzieści brzuszków na skośne zewnętrzne, skłony na dolne miednicy i z pięćdziesiąt przysiadów na jędrne, krągłe pośladki. Jak widać lody i popcorn, pożerane przy wyciskaczach łez, zemściły się na mnie… Na szczęście kamera tego nie uchwyci...- kontynuowała Marta.
Czas płynął nieubłaganie, wypadało się już pokazać, ale jeszcze buźka! Został szybki makijaż. Dziewczyna usiadła przy toaletce i tu zaczęły się kolejne perypetie. Zamiast profesjonalnie nałożyć podkład, Marta niezbyt starannie wysmarowała nim całą twarz, jakby próbowała malować po ścianie, a nie po twarzy. Oczywiście, zrobiła to bez użycia profesjonalnego blendera, nad którym ustawicznie rozpływa się w swoich filmikach. Puder w ogromnej ilości. Potem pora na oczy. Cienie, które zamierzała delikatnie wymieszać na powiekach, obsypały się niżej, tworząc plamy. Tusz nakładany zbyt szybko odbił się na powiekach, a dążenie do mega fajnych geometrycznych brwi przerodziło się w coś, co można nazwać jedynie artystycznym nieładem. Całość prezentowała się raczej przeciętnie, a już na pewno nie miała nic wspólnego z profesjonalnym makijażem. Marta jednak nie zmartwiła się ani trochę efektem swoich działań. Wiedziała, że odpowiednie ustawienie kamery i światło padające pod właściwym kątem ukryją niedoskonałości i sprawią, że będzie wyglądać jak prawdziwa gwiazda.
Jeszcze jeden detal, o którym musiała pamiętać, drobna korekta biustu… Marta miała pomysł na to, jak go wyeksponować, a że była znana z kreatywności, zaczęła dumnie wypychać stanik czymś, co przypomniało małe, miękkie poduszeczki. Były to specjalne zakładki powyciągane ze starej bielizny. Niby nic, a efekt piorunujący! Tylko wspomniana ciasna sukienka nieco utrudniała ów nieinwazyjny zabieg modelujący jej kobiece wdzięki. Ostatecznie Marta osiągnęła cel, wyprostowana i pewna siebie zerknęła ostatni raz w lustro, puściła oczko do znudzonej Sisi entuzjastycznie usiadła przed komputerem. Przesunęła lampkę i z szerokim uśmiechem spojrzała na kamerkę...
Zanim zdążyła powiedzieć „cześć” , ujrzała … setki komentarzy.
„Wow, to tak naprawdę wyglądają live’y?”
„Nie wiem, czy bardziej przeszkadza mi twoja peruka, czy twoje brwi…”
„Czy ja właśnie zobaczyłam, jak wypychasz biustonosz?...”
„Marta, totalnie mnie zaskoczyłaś! Ale przynajmniej nie było nudno. 10/10 za kreatywność...”.
Dziewczyna zaniemówiła, zbladła. Dopiero po chwili dotarło do niej, że kamera cały czas była włączona. I że wszyscy followersi przez ostatnie dwadzieścia minut oglądali jej przygotowania do wystąpienia. Ale jak to możliwe? Marta totalnie przerażona zrobiła to, co zawsze w takich sytuacjach- popadła w panikę i zaczęła biegać po pokoju, krzycząc „Nie! Nie! To tylko zły sen, zaraz się obudzisz. Nie! Nie!…” Wyraźnie zaskoczona przebiegiem nagrania Sisi wyskoczyła ze swojego legowiska z różowym grzebykiem w pysku i zaczęła gonić swoją panią. Marta nie domyśliła się, że to właśnie jej ukochany szczeniak, sięgając po różową zabawkę, niechcący uruchomił transmisję na żywo.
Zdezorientowana dziewczyna usiadła przed komputerem i przeczytała kolejny komentarz:
„Chyba nigdy nie oglądaliśmy bardziej autentycznej relacji...”.
Youtuberka głośno westchnęła, a zaraz potem zobaczyła tysiące lajków pod swoim filmikiem.
„Moja gwiazda znowu rozbłysła, będę jeszcze popularniejsza!
Zawsze mogę powiedzieć, że to było specjalnie!” – pomyślała.
Witajcie, moi drodzy.
Pogoda dzisiaj taka… no sami widzicie… niezbyt wesoła, więc postanowiłam was nieco rozbawić -
zaczęła swoje przemówienie z szerokim, szczerym uśmiechem. Wiedziała już, że los jej sprzyja, a dzisiejsza wpadka to przecież kolejny wielki krok do przodu na drodze zdobywania popularności.



