.
Najczęściej bywała sama. Nie potrafiła sobie wytłumaczyć własnego postępowania, nawet świadomości, która ją otaczała. Po prostu była sama, chciała taką być, bez względu na skutki.
Nie pomyślała o skutkach takiej decyzji. Z początku była ona niedostrzegalna, normalnie się zachowywała, kontaktowała z innymi, jak gdyby nic się nie stało. Bo nic się nie stało – pomyślała, wpatrując się w swoją twarz.
Następnego dnia, wydarzyła się rzecz niesłychana, przyszła do niej dawno niewidziana przyjaciółka, Karolina. W mig dostrzegła u Joanny widoczną zmianę, siedziała przy niej raptem minutę,
– Co się z tobą dzieje? – spytała zaniepokojona jej wyglądem. Joanna spojrzała na nią niepewnym wzrokiem, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Widziała po niej, że doskonale wie, co się z nią dzieje. Nie potrafiła przed nią ukryć własnych myśli, dobrze wiedziała, że potrafi czytać jej myśli, bez względu na jej próby zamknięcia się przed światem zewnętrznym, czy przed nią samą. Zresztą podobne próby miały miejsce kilka lat temu, wówczas to odkryła zdolność czytania jej myśli, która oprócz heterochromii, była jej niewidoczną cechą. Joanna pamięta, że dopiero po dłuższym czasie znajomości. Później przestała zastanawiać się, nad jej tajemnicami, myśląc, że tak ma być. W końcu były przyjaciółkami, przez duże P. Jedna za drugą dałaby sobie rękę uciąć, tym samym obie wiedziały, że nie muszą widywać się, niemal codziennie, jak to bywało w przeszłości.
– Musiałam się z tobą zobaczyć, to było mi potrzebne – powiedziała z uśmiechem, po chwili dodała – Jesteś bezpieczna. Jesteś silna, dasz radę.
– Kto ci to powiedział ? – spytała zaskoczona jej słowami.
– Nie wiem, może gdzieś przeczytałam. – odpowiedziała tajemniczo. – Widzę, że nie czujesz się dobrze. Co jest z tobą? – spytała.
Joanna spojrzała uważnie na nią, jakby chciała wyczytać myśli. Dobrze wiedziała, jak ona do niej podchodzi. Nie pierwszy raz ze sobą rozmawiały, nie pierwszy raz czytała w jej myślach. Przez chwilę zastanawiała się, czy powiedzieć, czy milczeć, zatrzymać wszystko dla siebie. Wiedziała jednak, że ufa jej, że znają się na tyle długo, że można jej powiedzieć. Błądziła myślami wokół niej, zastanawiając się, jak rozpocząć, co powiedzieć. Nie chciała jej okłamywać, dobrze wiedziała, że kłamstwo nie popłaca, zresztą okłamywać ją, znaczyło okłamać siebie. No i najważniejsze, przecież kochała ją. Zbyt długo były ze sobą, zresztą były w sieci prawdy, nie zaś kłamstw, więc ich przyjaźń nie mogła być fałszywa.
– Nie mogę tak dłużej żyć. Nie potrafię i nie chcę. Nawet nie umiem. Dlatego jest tak, jak jest, beznadziejnie smutno. – powiedziała spokojnie.
– Czyli jak? – spytała zaniepokojona.
– Po prostu, mam już dość szpitala, wyczekiwania na codzienną wizytę lekarza, który wciąż powtarza to samo, do znudzenia. Wciąż jest tak samo, od lat jest tak samo, czyli nie wiadomo
jak, dobrze czy źle. – powiedziała głośno, jakby chciała wykrzyczeć słowa, które jej ciążyły.
– Jakbym cię słyszała, tylko jakąś inną. – odparła Joannie. – Od lat jesteś taka sama, silna, czująca samą siebie i wiedząca, kiedy koniec, kiedy początek. Boisz się? Czego? Że żyjesz, póki jest to możliwe? Bo żyjesz i nie miej o to pretensji.
Karolina czuła, że wzrasta w niej napięcie, i bała się więcej powiedzieć, zamilkła wpatrzona w Joannę.
– Wiesz, martwię się. Nie pierwszy raz, słyszę takie słowa od ciebie, tylko że za każdym razem, dobrze się kończyło, przypomnij sobie. – powiedziała po dłuższej chwili milczenia. Po chwili dodała – Jesteśmy dla siebie, nie zapominaj o tym. Ja nie jestem jakąś tam znajomą, jestem kimś bardzo bliskim. Fakt, masz siostrę, ale masz też mnie, drugą siostrę, która ciebie nie opuści. Co tam twoi znajomi, dopóki funkcjonowałaś, powiedzmy, normalnie, byli przy tobie. Kiedy twój stan się pogorszył, odeszli, zniknęli, zajęci własnym rytmem dnia. Gdzie teraz oni są? Nie jestem idealna, każdy z nas ma własny świat, na co dzień niedostępny dla osób postronnych. Dziwnym trafem, zmysłem, wyczuwam cię, twoje nastroje, lęki i niepokoje.
Joanna spojrzała na nią cała uśmiechnięta.
– Wiesz, masz całkowitą rację. Dopóki byłam z nimi, myślałam jak oni, było dobrze. Gdy tylko głośno powiedziałam, co myślę, o tym lub o tamtym, kiedy nie zgadzałam się z nimi, poczułam zgrzyt. No i mam teraz. Nie wiem, jakim cudem wyczuwasz mnie, ale bardzo mnie to cieszy. – odpowiedziała.
– Nie przejmuj się. Takie jak my dwie, nie ma ani jednej.– powiedziała.
Joanna spojrzała w jej oczy. Poczuła, że jest bliska odgadnięcia jej tajemnicy.
Kim jest Karolina? Jej oczy jeszcze mocniej świeciły dwoma kolorami. Znów przekonała się, że nie jest sama, że wciąż jest obecna przyjaciółka, osoba, za którą wskoczyłaby w ogień. Do końca nieodgadniona, mająca w sobie nie wiadomo jaki magnetyzm, który błądzi pomiędzy dwoma duszami. Dobrze pamięta, że był między nimi niebywały okres, spotykały się niemal codziennie, to było wręcz wpisane w rytm dnia. Czas, który spełniał swoje zadania, w sposób niewiarygodnie tajemniczy, pojawia się nieoczekiwanie, jakby nie było żadnej przerwy. Nawet teraz, po kilku latach, widać pomiędzy nimi chemię. Widać, że one się nie rozstały, że są wciąż razem, unikając przy tym niesnasek. Tego nie było widać, w żadnym momencie, w żadnej chwili przyjaźni.
Joanna potrzebowała Karoliny, to było widać niemal od początku. Nie byłoby Joanny, bez niej. To był prawdziwy cud, bez którego nie byłoby nikogo, ani jej, tym bardziej drugiej.
publikacja za : https://www.facebook.com/groups/cafepoesis/posts/1040127372345402/)