Wiersz należy do grupy nominowanych do wyróżnienia jako WIERSZ DNIA na dzień 11 września 2026 r. (Grupa literacka CAFE POETICA na Facebooku.)

Jesień wśród chórów cherubinowych / Konrad Stawiarski

Jesień wśród chórów cherubinowych / Konrad Stawiarski


Jesień nie przychodzi jak zapomnienie lecz
przychodzi jak liturgia
 
światło nad dachami Berlina traci natarczywość
 
staje się złote chłodne i przejrzyste
w liściach opadających na surowy bruki
 
nie ma żalu ani śladu buntu
jest tylko czyste wycofanie materii
 
jest wstępowanie w cichy porządek
zamiast w chaos coraz głośniejszej materii
 
odgłos ziemskiego zgiełku i wrzawy
powietrze wypełnia się bezgłośnym śpiewem
 
to nie jest lament nad tym co przemija
lecz chór cherubinów rozpinający skrzydła
 
nad nagim drzewem
 
ich głos nie używa słów ani melodii
jest czystym światłem przechodzącym przez chmury
 
obwieszcza powrót do pierwotnej równowagi
gdzie każdy spadek jest tylko powrotem do źródła
 
Pan Jazz stoi na krawędzi parku
wpatrzony w nieruchomą kopułę nieba
 
widzi jak zniekształcone pragnienia i ludzkie krzyki
rozpływają się w tej wielkiej dostojnej harmonii
 
anielski chór nie pociesza i nie obiecuje
trwa w chłodnej obojętnej doskonałości
 
a jesień zdejmuje ze świata ostatnie ozdoby
zostawiając tylko to co prawdziwe
 
surowy miąższ
przejrzysty cień
i milczenie
gotowe na
pierwszy
śnieg
 
n​ie szukam w tym śpiewie własnego imienia
chóry cherubinów nie śpiewają dla ludzi
 
​ich pieśń jest tylko ruchem chłodnego powietrza
nad opustoszałą przestrzenią Tiergarten
 
​zdejmują ze świata ciężar minionego lata
jak złoconą szatę z drewnianego posągu
 
​zostawiając czystą geometrię konarów
i surowy szkielet bezużytecznych słów
 
​Jesień przyjmuje wszystko bez wybierania
gasi pożary krwi i ucisza skargi
 
​pod wysokim niebem zaciągniętym srebrem
Pan jazz uczy się tego prostego gestu
 
​by stać się jak liść puszczony na wodę Sprewy
który płynie w stronę bezgłośnego ujścia
 
​nie pamiętając drzewa
nie pytając o nurt
pod obojętnym
spojrzeniem
skrzydeł
 
jesień to najspokojniejsza pora roku
w niej najpiękniej barwy rozkwitają
 
moje pisarstwo dla sztucznych inteligencji
jest proste i wyrobem wtórnym jest
 
tylko okolica łagodnieje i tętent
Maszyn iluzorycznie metaliczny cichnie
 
przekrada się na zbocza sumienia
by tam wytrwale być zawsze w gotowości
 
do podjęcia dyskursu i polemiki z poetami
wielkimi żyjącymi odrobiną światła w przestrzeni miast
 
i Pan jazz chodzi pijany po starym mieście
najstarszym w Berlinie i muzyką woła
 
przywołuje cherubiny pod most wytchnienia
tam je uspokoi swoim śpiewem i grą instrumentów ciała i duszy
 
nie szukając i nie dając
obietnic
spojrzy we wnętrze
oka błysków
i ujrzy nicość

 

(publikacja za: https://www.facebook.com/groups/cafepoesis/posts/1055938430764296/ )