Cynizm w erze kliknięcia:  o emocjonalnym clickbajcie, który żeruje na tragedii

Cynizm w erze kliknięcia: o emocjonalnym clickbajcie, który żeruje na tragedii

 

Zdenerwowałem się na poszerzający się nieustannie zalew sieci obrzydliwie cynicznymi clickbajtami bazującymi albo emocjach ludzkiego dramatu i nieszczęścia albo na wzbudzających emocje fackenewsach. Dlatego zdenerwowany tym co widzę i czytam w sieci postanowiłem zmobilizować się do opublikowania poniższego felietonu. Myślę, że sprawę tzreba koniecznie spróbować rozwiązać siłami społęcznymi ,etodą 


 
Media społecznościowe miały być przestrzenią wymiany myśli, informacji i emocji. Miały skracać dystans między ludźmi, ułatwiać dostęp do wiedzy i umożliwiać rozmowę. Coraz częściej jednak stają się wysypiskiem cynicznie zaprojektowanych treści, które nie tylko zubażają debatę publiczną, ale wręcz pasożytują na ludzkim cierpieniu, szoku i naturalnej empatii. Clickbait w swojej współczesnej formie przestał być jedynie nachalnym chwytem marketingowym – stał się mechanizmem eksploatacji emocji.

Szczególnie jaskrawym i bolesnym przykładem są sensacyjne wpisy dotyczące prawdziwych tragedii: śmierci dzieci, wypadków, katastrof czy dramatów rodzinnych. Ostatnia fala publikacji związanych z tragiczną śmiercią 11-letniej dziewczynki z Jeleniej Góry unaoczniła, jak daleko posunęli się twórcy tego typu treści. W imię kilku tysięcy wyświetleń i kilkudziesięciu złotych z reklam, dramat realnych ludzi został sprowadzony do roli przynęty.

 
Jak planuje się cyniczną sensację

Tego typu publikacje nie są dziełem przypadku ani emocjonalnego uniesienia autora. Są produktem chłodnej kalkulacji. Proces ich tworzenia przypomina raczej projektowanie kampanii reklamowej niż dziennikarstwo.

Pierwszym etapem jest wybór tematu o wysokim potencjale emocjonalnym: śmierć dziecka, dramat rodzinny, rzekoma kompromitacja znanej osoby. Następnie konstruuje się tytuł – zawsze skrajny, dramatyczny, sugerujący sensację, ale jednocześnie na tyle nieprecyzyjny, by formalnie nie można było zarzucić kłamstwa. „Nie uwierzysz, co odkryto…”, „Prawda wyszła na jaw”, „Szokujące informacje” – to frazy-klucze, które uruchamiają ciekawość i lęk przed niewiedzą.

Treść właściwa jest celowo rozwleczona i przeładowana reklamami. Najważniejsza informacja, jeśli w ogóle istnieje, umieszczana jest na samym końcu, po dziesiątkach akapitów bez znaczenia. Czytelnik, już emocjonalnie pobudzony, przewija dalej, generując kolejne odsłony reklam. Sensacja okazuje się banalna, zmanipulowana albo wręcz zmyślona – ale klik już został „zmonetyzowany”.

Jeszcze bardziej wyrafinowaną metodą jest granie na algorytmach. Autorzy doskonale wiedzą, że zasięg posta zależy od liczby komentarzy, a nie ich treści. Dlatego celowo publikują fałszywe lub kontrowersyjne informacje o znanych osobach – wiedząc, że wywoła to lawinę oburzonych komentarzy prostujących nieprawdę. (w minionych miesiącach w mediach społecznościowe przewinęła się między innymi fala obrzydliwych insynuacji związanych  z życiem prywatnym naszej tenisistki Igi Świątek) Paradoksalnie, im więcej ludzi demaskuje fałsz, tym większy sukces osiąga fałszerstwo.

 
Jak się bronić jako użytkownik

Pierwszym i najważniejszym krokiem jest uświadomienie sobie mechanizmu. Clickbait działa tylko wtedy, gdy reagujemy automatycznie. Emocja – złość, ciekawość, strach – ma nas popchnąć do kliknięcia, komentarza, udostępnienia. Zatrzymanie się na moment i zadanie sobie prostego pytania: „czy to źródło jest wiarygodne?” często wystarcza, by rozbroić pułapkę.

Warto wyrobić w sobie nawyk nieklikania w treści, które epatują skrajnymi emocjami, zwłaszcza gdy dotyczą tragedii. Brak reakcji jest najdotkliwszą karą dla twórców clickbaitów – algorytmy nie promują ciszy.

Równie istotne jest powstrzymanie się od komentowania. Nawet komentarz demaskujący kłamstwo pracuje na rzecz autora posta. Jeśli już czujemy potrzebę reakcji, lepiej zgłosić treść jako wprowadzającą w błąd lub szkodliwą, zamiast wdawać się w publiczną polemikę.

Na poziomie osobistym kluczowa jest higiena informacyjna: obserwowanie sprawdzonych źródeł, ograniczanie czasu spędzanego w mediach społecznościowych i świadome zarządzanie tym, co pojawia się w naszym strumieniu informacji.

 
Co można zrobić szerzej – społecznie i systemowo

Indywidualna ostrożność to za mało, jeśli cały ekosystem premiuje patologię. Potrzebne są działania na kilku poziomach.

Po pierwsze – edukacja medialna. Umiejętność rozpoznawania manipulacji powinna być elementem podstawowej edukacji, tak samo jak czytanie ze zrozumieniem. Społeczeństwo świadome mechanizmów clickbaitu jest znacznie trudniejsze do oszukania.

Po drugie – presja społeczna i reklamowa. Firmy, których reklamy pojawiają się przy takich treściach, często nie mają świadomości, gdzie trafiają ich budżety. Nagłaśnianie takich przypadków i bojkot reklamodawców może realnie zmniejszyć opłacalność tego procederu.

Po trzecie – odpowiedzialność platform. Algorytmy nie są neutralne. Skoro potrafią rozpoznawać mowę nienawiści czy treści pornograficzne, mogą również ograniczać zasięg treści żerujących na tragediach i dezinformacji. To kwestia woli, nie technologii.

Po czwarte:  - Może dałoby się radykalnie poprawić sytuację metodą ZBIOROWEGO WYSIŁKU i ZBIOROWEJ MOBILIZACJI. Stworzyć społeczny system budowania i nagłaśniania CZARNEJ LISTY trefnych CLICKABAJTÓW. Była by to taka lista wstydu, rejestr brzydko się w sieci bawiących naciągaczy. Pomysł do zainteresowania nim jakiejś społeczności działającej na rzecz cyfrowego dobrostanu. Można by stworzyć serwis umożliwiający zgłaszanie takich clickbajtowych naciągaczy co czyniło by porce edukacji społecznej skuteczniejszy. Najskuteczniejszą funkcjonalnie metod a kształcenia się jest metoda LEARNIG BY DOING. (uczenia się przez działanie), Więcej nabędę odporności na tego rodzaju sieciowe przekręty jak sam będę aktywny w ich neutralizowaniu. Sama teoretyczna wiedza zbyt łatwo jest albo zapominana albo nie wykorzystywana.

 

 *** podsumowanie ***


Clickbait oparty na ludzkim nieszczęściu to nie tylko problem estetyki Internetu. To moralne bankructwo modelu, który zamienia tragedię w towar, a empatię w paliwo dla algorytmu. Każdy klik, każda emocjonalna reakcja, każde oburzone zdanie w komentarzu może być cegiełką dobudowującą ten system.

Jedyną realną bronią jest świadomość, powściągliwość i solidarność – zarówno indywidualna, jak i społeczna. Internet nie musi być przestrzenią cynizmu. Ale żeby nim nie był, musimy przestać nagradzać tych, którzy nauczyli się zarabiać na cudzym bólu.