Nie piszę, żeby się podobać.
Piszę, żeby pękało szkło.
Widzę, jak poezja chodzi w garniturze
po salonach wzajemnej adoracji.
Każdy klaszcze każdemu,
a słowo leży pod stołem
jak pies, którego nikt nie karmi prawdą.
Mówią: wspólnota poetów.
Ja widzę targ.
Na stołach leżą metafory
jak martwe ryby na lodzie.
Błyszczą jeszcze łuską języka,
ale w środku już nie ma rzeki.
Jestem człowiekiem,
który przyszedł zgasić światło.
Bo wiersz, który nie ryzykuje prawdy,
jest tylko dekoracją strachu.
A poeta, który boi się ciszy,
jest tylko aktorem w kostiumie wrażliwości.
Dlatego mówię to głośno.
Poezja nie potrzebuje więcej poetów.
Potrzebuje jednego człowieka,
który odważy się powiedzieć.
Że król metafor jest nagi,
że sumienie sprzedano za oklaski,
że słowo umiera tam,
gdzie wszyscy się ze sobą zgadzają
Niech więc mój wiersz będzie kamieniem.
Niech pęknie kilka luster.
Bo jeśli poezja ma jeszcze duszę,
to nie mieszka w pochwałach.
Tylko w ranach,
których nikt nie chce dotknąć.
© Sławomir Lęga
Wszelkie prawa zastrzeżone
Publikujemy za zgodą autora w oparciu o jego publikacje na porfilu: https://www.facebook.com/jamazur69/posts/