Déjà vu

Déjà vu

Piąte opowiadanie z cyklu opowiadań w dwunastu zdaniach.

Nie był pewien – czy już tutaj kiedyś nie był, tylko dlaczego nie może sobie tego przypomnieć..?
Jakby znajomy widok za oknem, w którym nie było ani zasłon ani firanek.
Na dziedzińcu rósł stary platan zrzucający, o tej porze roku, złote i purpurowe liście pod nogi przechodzących.
Tuż przed zmierzchem pojawiła się postać kobiety w błękitnej długiej sukni przewiązanej wysoko w kibici wąskim pasem z czarnej koronki.
Przystanęła pod oknem i dość długo patrzyła w jego stronę.
Miała pięknie upięte włosy z siateczkowym czepeczkiem zwieńczającym ciemną fryzurę.
Powoli napływająca noc wchłonęła jej kształtną postać.
Już chciał zawołać, żeby weszła i nie marzła w chłodnej ciemności, ale nie był pewien – czy ona jeszcze tam jest.
Obudziło go wyraźne pukanie do drzwi.
Weszła Natalia, w niebieskim kostiumie, urokliwie uczesana w koński ogon, ściągnięty czarną frotką.
Wróciła z nocnego dyżuru w szpitalu.
Wstał, żeby zrobić jej filiżankę gorącej kawy, bo wyglądała na zziębniętą.

(publikujemy za: https://www.facebook.com/groups/cafepoesis/posts/1082109531480519/ )


.