Dziękuję Marcin Zaród (Supetbelfrzy RP) za zwrócenie uwagi na wspomnianą niżej publikację w dziale Education Week Associaters Press.
W amerykańskim czasopiśmie Associates Press opublikowano informację zbieżną z sygnałami dotyczącymi obserwacji dzieci i młodzieży pokolenia (już) ..ekranolatków". W mediach coraz częściej poruszany jest ten temat, a ja osobiście w końcówce swojej mauczycielskiej pracy również ..poparzyłem sobie pazury"...
Dla nawiązania tematu cytuję wspomnianą notatkę (z pełnym poszanowaniem praw autorskich metodą osadaniakodu udostępnioną przez "∞ META" )
W tłumaczeniu na j. polski:
Coraz więcej amerykańskich nauczycieli i okręgów szkolnych ogranicza zależność uczniów od laptopów, przywracając do codziennej nauki tradycyjne podręczniki, pisanie ręczne oraz inne klasyczne materiały edukacyjne. Badanie przeprowadzone w 2026 roku przez organizację DonorsChoose wśród 2501 nauczycieli szkół publicznych wykazało, że 63% z nich zgłaszało zapotrzebowanie na większą liczbę tradycyjnych materiałów do nauki niż dwa lata wcześniej.
Zmiana ta wynika z obaw dotyczących rozpraszania uwagi przez urządzenia cyfrowe, nadmiernego czasu spędzanego przed ekranem oraz spadku poziomu umiejętności czytania i pisania. Duże okręgi szkolne, w tym Los Angeles Unified, wprowadziły nowe ograniczenia dotyczące korzystania z urządzeń przez uczniów, a nauczyciele coraz częściej wracają do tradycyjnych metod – takich jak pisanie wypracowań czy wykonywanie ćwiczeń czytelniczych na papierze. Jednak sformułowanie użyte na grafice – „znacząca poprawa wyników uczniów” – jest zbyt daleko idące w świetle zgromadzonych przeze mnie dowodów."
sam ,,poparzyłem sobie na tym pazury''...
Doświadczyłem boleśnie skutków tego zjawiska w ostatnim roku swojej pracy w szkole. Wdrażałem w liceum ogólnokształcącym autorską, dziennikarską innowację pedagogiczną ,,uczenia się przez działanie" (learning by doing).
Zadaniem uczniów było raz w tygodniu w dowolnym czasie ,,popełnić" jakieś działanie stworzenia dowolnej informacji dziennikarskiej, a spotkania w trakcie tradycyjnej, 45-minutowej lekcji miały być formą konsultacji zbiorowej mającej na celu omówienie wykonanych prac lub metod ich realizacji.
Zajęcia dziennikarskie w szkole z roku na rok coraz mniej się udawały z kilku powodów. Głównym był narastający u uczniów wygaszanie motywacji angażowania się w zajęcia: przy tak dużym obciążeniu uczniów obowiązkowymi zajęciami łatwo sobie ,,odpuścić te działania, które nie są obwarowane sankcjami karnymi...
Ale niniejszy felieton nawiązuje ściślej do innego zjawiska, które jeszcze bardziej ,,zabijało'' jakiekolwiek formy kreatywności: CORAZ WIĘKSZE UZALEŻNIENIE młodzieży od nieustannej współobecności w sieci i ustawicznego skrolowania mediów społecznośiowych oraz komunikatorów.
Zjawisko to jest na tyle intensywne, że jakieś już 4 lata temu wymyśliłem ma ten temat takiego ,,SUCHARA" (i często się nim popisują w środowiskach zbliżonych do szkoły czy edukacji).
Brzmi mniej więcej tak:
[suchar:]
Na przestrzeni kilku minionych lat znacznie wzrósł u wielu uczniów szacunek dla nauczyciela: na lekcji prawie wszyscy mają SKROMNIE OPUSZCZONE OCZY.
- i tu pokazuję gest skanowania swojego smartfona oburącz dla niepoznaki, jak gdyby pod szkolną ławką.
[koniec koniec suchara]
Do dzisiaj mnie boli i dotyka doświadczenie jednej takiej lekcji, gdzie kilkuosobowa grupa moich ulubionych uczennic (lekcje z dziennikarstwa odbywały się w małych grupach) po dzwonku zaczynającym lekcję ,,wparowała do klasy'' i rozsiadła się wygodnie na krzesłach. Wszystkie jednak mentalnie były nieobecne z oczami zatopionymi w smartfonach. Chyba nawet nie zauważyły, że ja też jestem w klasie.
...i co dalej ?
krok 1:
Odczekałem stojąc przed nimi sporą chwilę, czekając aż oderwą się od telefonów,
abyśmy mogli rozpocząć zajęcia
- NIESKUTECZNIE
krok 2:
W końcu się odezwałem: ,,Uwaga, uwaga...! Ja tutaj jestem...!"
- równie NIESKUTECZNIE.
krok 3:
wyciągnąłem z kieszeni smartfon i ..pstryknąłem" fotkę grupie (nie)obecnych tu i teraz.
Wcale się z tym nie kryłem i nawet powiedziałem: Uwaga! dokumentuję fotograficznie przebieg lekcji.
- nadal ŻADNEJ REAKCJI
krok 4:
Jakoś ,,to ogranąłem" polubownie i spróbowaliśmy rozpocząć lekcję... Opowiedziałem im, jak lekcja zaczęła się, z mojego punktu widzenia
- nie wiem jak moje wspaniałe uczennice, ale ja czułem się dość dość podle w tej sytuaci.
Trzeba tu podkreślić, że uczennice obecne na tych zajęciach to bardzo fajne dziewczyny, z którymi wcześniej robiliśmy różne ciekawe kreatywne akcje w naszym szkolnym studiu radiowym.
Podsumowanie:
- Fotkę wstydu - dowód w sprawie, przechowuję do dzisiaj. Odważyłem się pokazać ją tylko jednej osobie: zaprzyjaźnionej wicedyrektorce szkoły, z którą na temat szkoły i uczniów zawsze myśleliśmy i czuliśmy całkiem równolegle.
- Wspomniane powyżej zdarzenie pokazuje, jaką MOC uzależnienia i zawłaszczania postrzegania rzeczywistości posiada skanowany nieustannie smartfon.
- Nie opowiadałem tego wcześniej, bo nie myślę ani trochę źle o współobecnych na tych zajęciach osobach. W maju opuciły już szkołę i pozdawały maturę. Ciekawe jak będzie dalej z tym ich smartfonem w pracy lub ewentualnie w życiu studenckim.
Wiecie doskonale dziewczyny, że dobrze Was wspominam a teraz ciepło pozdrawiam.
JUTRO JEST WASZE!
(link do felietonu wysłałem jego bohaterkom przez messengera.)